logo

Monday 06th of September 2010

Wyprawa na Stare Wierchy

Kwiecień zaczął się słonecznie i ciepło. Dlatego którejś soboty spakowaliśmy plecaki i wybraliśmy się na Stare Wierchy. Dziewczyny postanowiły szukać krokusów, które w dolinach już przekwitały, ginąc w świeżej trawie. Wyjechaliśmy wyciągiem na Tobołów, żeby trochę skrócić trasę i zaskoczyła nas na górze wczesna wiosna - wciąż brązowa, pełna suchych liści i kurzu. Na dole żaby rechotały donośnie, chowając się między jaskrawozielonymi źdźbłami trawy, a na górze ledwie złożony skrzek błyszczał w słońcu. Gdzieniegdzie napotykaliśmy nawet łachy burego śniegu.

Przy okazji posiłku pod obserwatorium udało nam się wkręcić do środka na podziwianie teleskopu. Dziękujemy Panu Astronomowi za umożliwienie wejścia i za ciekawy wykład o konstrukcji teleskopu na Suchorze! Podobał się nawet małym podróżniczkom, które zwykle wolą grzebać w błotnistych kałużach. 

Oczywiście dziewczyny korzystały z tej możliwości  przez cała drogę i w każdej kałuży odkrywały coś ciekawego. Ucierpiały na tym nieco buty i spodnie, ale wszystko wykruszyło się, szybko wysychając w wiosennym słońcu.

Po drodze robiliśmy mnóstwo zdjęć. Mieliśmy tylko dwa aparaty i Paulina z Nadią wyrywały nam je co rusz, żeby uchwycić ciekawy krajobraz, zbliżenie trawy czy zrobić autoportret na zwalonym pniu. Wiele zdjęć musiałem potem kasować, ale karty wytrzymały  - ich pojemność była wystarczająca nawet dla nowych pasjonatów fotografii.

Pod schroniskiem zjedliśmy kanapki i wypiliśmy herbatę. W plecakach zawsze mamy dwa termosy, bo dzieci uwielbiają cukier z dodatkiem herbaty, my herbaty nie słodzimy. Żeby nie nosić ze sobą jeszcze torebki cukru, dwa choćby małe termosy mamy na każdej wycieczce. Przy okazji odnosimy z tego jeszcze jedną korzyść. Zawsze mamy dzięki temu dwa kubki i nie musimy pamiętać o zabieraniu ze sobą dodatkowych naczyń. 

Po posiłku i wygrzaniu w wiosennym słońcu poszliśmy dalej. Postanowiliśmy wracać inną drogą, korzystając z tego, że możemy liczyć na transport z Poręby Górnej do Koninek. A wybrana przez nas droga powrotna jest znacznie bardziej łagodna niż zejście nartostradą, do tego widokowa. Nartostradą musielibyśmy schodzić po błotnistej stromiźnie, bo wyciąg działa tylko do 16:00 i to kiedy zbierze się ponad 8 osób. No cóż - biznes kalkuluje koszty. A my nie chcieliśmy przemęczać naszych małolat ostrym zejściem. Za to wspólny spacer daje radość wszystkim.

Poręba Górna jest piękną miejscowością. Wciąż zachowała klimat klasycznej gorczańskiej wsi mimo kilku nowych domów, które wyrosły ostatnio przy drodze. Jednak nadal można tu posłuchać starych przyśpiewek, zobaczyć ludzi siedzących na ławkach przed domem, odganiać się od psów ujadających przy zagrodach. Wciąż panuje spokój, którego nie ma w mieście. Życie płynie tym radosnym, spokojnym trybem. A ja mogłem zrobić kilka zdjęć pięknych kapliczek. Dołączą do mojej kolekcji gorczańskich kapliczek, o które prosił ostatnio proboszcz. Zmotywowany tą prośbą z przyjemnością wracam do mojej pasji fotografowania drobnych miejsc kultu religijnego.

Po powrocie zjedliśmy ze smakiem obiad i natychmiast zrzuciliśmy zdjęcia, żeby podzielić się wrażeniami z wycieczki.

 

 

Wykorzystany sprzęt:

  • Tatonka Victor 48 - kompaktowy plecak turystyczny, idealny na krótsze wycieczki. Mnogość kieszeni i pasków pomaga przypiąć nawet statyw do aparatu
  • Patience 12 z przyborami do pisania i rysowania Ani
  • Etui Tool Pocket S na nóż znaleziony we Friedrichshafen
  • Apteczka First Aid - zawsze obecna w naszym bagażu i bardzo często wykorzystywana
  • futerał Tatonka na mały aparat fotograficzny
  • Plain Wallet - portfel Ani
  • dwa dziecięce plecaki: Alpine Kid i Alpine Junior
  • Olympus E-600 ze stawywem
  • Olympus SP-560UZ - obydwa mocno wykorzystywane do upamiętnienia wycieczki
  • Dwa Termosy Tatonka 0.5l - jeden ze słodką, drugi z gorzką herbatą

Artur A. Kasprzyk