logo

Monday 06th of September 2010

Targi Tuning Show w Krakowie

Na targi Tuning Show czekaliśmy od kilku tygodni. Zapowiadali że na imprezie pojawi się wiele pięknych samochodów z Polski i nie tylko. Dlatego w sobotę szybko spakowaliśmy plecaki z kurtkami przeciwdeszczowymi i aparatami, wsiedliśmy na rowery i pojechaliśmy na Centralną. Tereny targowe znajdują się całkiem blisko od nas, więc wycieczka była krótka. Nawet nie zdążyliśmy się porządnie rozgrzać w mocnym wiosennym słońcu, a już musieliśmy przypinać rowery do płotu za kasami. Co prawda wszyscy patrzyli dziwnie na ludzi przyjeżdżających na targi samochodowe na rowerach, ale nie przejmowaliśmy się tym, bo bardziej fascynowało nas dudnienie silników i konkurs na najgłośniejszy sprzęt grający.

Przez tereny targowe przebiegliśmy dosyć szybko, bo Paulina szybko się znudziła i marudziła o lodach. Natomiast Nadia z upodobaniem zaglądała do każdego auta i wszystkie jej się podobały. Kazała sobie też robić zdjęcia, co spodobało się Paulinie, która wreszcie mogła wykorzystać swój nowy wymarzony aparat. Kupiła go sobie po komunii i był to bardzo przemyślany zakup. Wiedziała że chce właśnie aparatu. Oczywiście ja wybrałem sprzęt odpowiedni dla ośmiolatki, która ma do tego pięcioletnią siostrę. Ostre kryteria spełniał tylko nowy Olympus mju tough 3000 - nie za drogi, wytrzymujący upadek na beton i zanurzenie w głebokiej wodzie. Mimo tych parametrów Paulina zadbała o aparat, od razu poprosiła o futerał. Wybraliśmy spośród posiadanych przez nas futerałów Tatonki - nie pamiętam już który to model, ale w przypadku tych produktów trzeba tylko dobrać rozmiar. Odpowiednia ochrona i funkcjonalność jest zapewniona w przypadku każdego modelu.

Przy okazji wycieczki rowerowej sprawdziłem że Tatonka Photopack sprawdza się także na rowerze - nawet jeśli jedzie się z fotelikiem. Nie przeszkadza małemu pasażerowi, a system nośny jest wygodny także dla mocno pochylonego rowerzysty. No i nie przemaka na deszczu. Co także sprawdziliśmy. No właśnie. Deszcz. Po obejrzeniu całej wystawy, zjedzeniu lodów (Paulina) i wypiciu Coli (Nadia), zaczęliśmy odpinać rowery. Na szczęście spojrzałem w niebo, które błyskawicznie zmieniało kolor na granatowo-czarny. Szybko poszliśmy z powrotem do hali. Właśnie przekraczaliśmy próg, kiedy zerwała się ulewa, która przemoczyła następnych wchodzących.

Zrobiliśmy jeszcze jedną rundkę po terenach targowych, odkryliśmy nowe auta i zrobiliśmy następne zdjęcia. Dziewczyny dokończyły oglądanie Transformersów puszczanych na pięćdziesięciocalowej plaźmie w jednym z aut. Po chwili deszcz przestał padać, a kiedy obejrzeliśmy Warszawę i prawdziwą Czajkę, chodniki były już prawie suche. Pozostało mi tylko zdjąć namokniętą wyściółkę z fotelika i mogliśmy wracać do domu.

Wyprawa była udana. Nie przemokliśmy, zrobiliśmy chyba dwie setki zdjęć na dwa aparaty. Paulina nakręciła też kilka filmów w HD. Tego mi brakowało do tej pory w moim aparacie. A teraz będę miał od kogo pożyczać sprzęt. Chyba będzie dumna.

Do tego artykułu zdjęcia wrzucam już z dwóch aparatów. Bardzo cieszy, kiedy dzieci zaczynają dzielić pasję rodziców. Ja robiłem w większości zbliżenia starym obiektywem Zenitha, który jest tak jasny, że pozwalał robić zdjęcia z ręki w dosyć ciemnej hali. Tylko wszystko trzeba ustawiać ręcznie, jak za dawnych dobrych czasów fotografii analogowej. Natomiast Paulina skupiła się na uwiecznianiu samochodów i nas. Na pewno łatwo wyłapać które zdjęcia są czyjego autorstwa.

Wykorzystany sprzęt:

  • Tatonka Photopack z aparatem, kurtkami przeciwdeszczowymi, apteczką i komórkami. Tym razem także z zestawem naprawczym do rowerów
  • Etui Tool Pocket S na nóż znaleziony we Friedrichshafen - tym razem nie używane, ale zawsze pod ręką
  • Apteczka First Aid - zawsze obecna w naszym bagażu i bardzo często wykorzystywana
  • futerał Tatonka na mały aparat fotograficzny
  • dziecięcy plecak: Alpine Kid z przeciwdeszczową kurtką i aparatem
  • Olympus E-600
  • Olympus mju Tough 300
    • obydwa mocno wykorzystywane do upamiętnienia wycieczki

 Artur A. Kasprzyk